Więcej zamętu niż talentu.

Więcej zamętu niż talentu.

Często miewam takie stany, że aż nie wierzę, że mam tyle szczęścia. Patrzę na tych moich synków, słodziaków jakich mało i pękam z dumy, że są moi. To takie cudowne, że to ja ich urodziłam, że nazywają mnie mamą i kocham ich bezgranicznie. Cieszy mnie fakt spędzania z nimi czasu i patrzenia jak dorastają, ale też przeraża, że to tak szybko się dzieje. To niesamowite, że są tacy różni.

Timo ma już prawie 4 latka. Od urodzenia ekscytował się muzyką, dźwięcznymi zabawkami i śpiewem :) Uwielbia grać na instrumentach i podśpiewywać w rytm wygrywanej muzyki. Mądra mama wspiera talenty dziecka, w związku z powyższym uzupełniłam jego kolekcję instrumentów pięknym, drewnianym mini pianinkiem. Brawo ja! Gdy tylko zaświta Tomasz daje koncert, ku pewnej uciesze sąsiadów...mam nadzieje, że nas jeszcze lubią :) Ale takie tam brzdąkanie w domu pewnie szybko się nudzi, a że syn mój z krwi i kości rozgarnięty jest (po mamusi) zapisałam go na zajęcia muzyczne. Kompletnie bez spiny, tylko pod warunkiem, że będzie czerpał z nich radość, jeśli uznam, albo on uzna, że to nie dla niego, to oczywiście pozostaniemy entuzjastami domowej orkiestry.

W kwestii zainteresowań, Tomka bardzo rajcują go eksperymenty. Uwielbia badać, drążyć, dociekać, obserwować i analizować wszelkie zjawiska. Zafundowałam mu więc kolejne zajęcia dodatkowe – Eksperymenty chemiczne dla dzieci ( Sensolab). Intencja jest oczywista, ma mu to sprawiać frajdę i sam ma chcieć na nie chodzić. Jeżeli mu się nie spodoba, rezygnujemy. Fajnie, że jest tyle różnych form aktywności dla dzieci, my rodzice nie jesteśmy w stanie sami ogarnąć takich rewelacji, więc jeśli tylko nas stać, nie obciąża to dzieci w żaden sposób, a czerpią z tego korzyści wszelakie, to czemu nie!?

Simo na razie sam ogarnia sobie aktywności. Jest nie do okiełznania, może zostanie sportowcem. Ruch to jego domena, rower jeździki, piłka, skoki na kanapie, stole, schodach...to cud, że jeszcze jest cały. Nie mówi jeszcze super (choc to takie słodkie jak próbuje sklecić zdania ), ale za to śpiewa. Może stworzą z bratem jakiś muzyczny duet, kto wie…

W każdym razie również obserwuje tego małego brzdąca. Jego predyspozycje, talenty, zainteresowania i jak tylko podrośnie i znajdę coś co mogłoby być dla niego wartym uwagi to z chęcią zapiszę go na takie zajęcia. Jestem otwarta na to co proponuje rynek dla dzieci, aby fajnie spędzali czas i poznawali świat w ciekawy sposób. (Nie może to się jednak odbywać kosztem czasu jaki to my powinniśmy z dzieckiem spędzić). No i bez nacisku, trzeba brać siły na zamiary, więc raczej nie wyobrażajcie sobie jak ciągnę zasmarkanych od płaczu i wierzgających synów na zajęcia dodatkowe 7 razy w tygodniu, bo mają chodzić i koniec! Aż tak nie zbzikowałam.

Ze wszystkiego trzeba korzystać z głową i absolutnie nie wbrew woli naszych dzieci, bo to ma być dla ich dobra i uciechy, a nie za karę i ku spełnieniu jakiś naszych chorych ambicji.

Kiedyś przeczytałam gdzieś w internecie świetny dialog nauczycielki przedszkola z mamą przedszkolaka. Mama pytała na jakie zajęcia dodatkowe powinna zapisać swojego trzylatka. Odpowiedź brzmiała: „Dwa razy w tygodniu godzina gotowania z mamą w kuchni i dwa razy w tygodniu godzina majsterkowania z tatą w garażu. I proszę to sobie wpisać w wasz tygodniowy grafik, a potem przestrzegać tak, jakbyście państwo za to płacili”. Zapisujcie swoje dzieci na zajęcia dodatkowe, pewnie! Ale tylko pod warunkiem, że sami spędzacie z nimi odpowiednią ilość czasu.

Angielski, sensoplastyka, basen, taniec…
ilość zajęć dla dzieci nie ma granic.
Ale, gdy ty zachodzisz w głowę,
jakie wybrać zajęcia dodatkowe,
twoje dziecko może chcieć tylko tego,
byś zbudowała z nim garaż z klocków Lego,
byś upiekła z nim ciastka, wykleiła serce,
albo najzwyczajniej w świecie wzięła je na ręce
i spędziła z nim czas bez żadnych rozpraszaczy.
Czas z tobą dla dziecka najwięcej znaczy.