Bajkoterapia nabiera nowego znaczenia.

Bajkoterapia nabiera nowego znaczenia.

Kiedy nie byłam jeszcze mamą miałam mocne postanowienie, że moje dzieci nie będą oglądały bajek. Sadzanie dziecka przed telewizorem wydawało mi się porażką rodzicielską, pójściem na łatwiznę, słabym rozwiązaniem i oczywiście szkodliwym procederem. Zjadłam wszystkie rozumy i bez wyrozumiałości krytykowałam wszystkie matki dzieci oglądających bajki….bo przecież są kredki, gry planszowe, klocki, spacery, place zabaw...helloł?! Jak tak można? Teraz biję się w piersi i błagam o wybaczenie. Ponieważ jak mawiają „byłam najlepszą matką, kiedy nie miałam dzieci”, z radością się z tym utożsamiam i szczęśliwie zasilam szeregi nieidealnych mam, będących z pilotem za pan brat i z nieukrywaną nieraz ulgą śmigających między MiniMini, YouTube oraz Netflixem.

No kurcze, no przecież ratują nas te bajki nie raz i nie dwa. Są zbawieniem, gdy chcesz spokojnie porozmawiać przez telefon, gdy usypiasz młodsze dziecko, gdy jedziesz autem 100 godzin lub kiedy najzwyczajniej w świecie nie masz ochoty wstawać o 5.37 w sobotę. Robią nam dobrze i nikt nie zaprzeczy.

Niech pierwsza rzuci lajkiem matka, która nie korzysta, która ogranicza, a potem ta, która nie wielbi pod niebiosa tego wynalazku. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że takie włączenie dziecku bajki (czyli bezczelne wyłączenie dziecka z aktywności wszelkiej) może działać, na sfrustrowaną, przemęczoną i znudzoną macierzyńskim kieratem matkę, terapeutycznie. Nie mam na myśli wielogodzinnej drzemki...to byłoby nie na miejscu :/ ale takie kilkunastominutowe odprężenie, wypicie herby z cytryną, gorącej kawy albo opróżnienie szafki ze słodyczami, może mieć zbawienny wpływ na jej stan psychiczny. Zatem wpisuję to na listę plusów.

Są jednak minusy, a jakże! Otóż bajki często są strzałem w kolano, bo dajmy na to takie MiniMini i reklamy! „Mamo, a kupisz mi to?”, „Wow, ale super, chciałbym to mieć”. No to sprytna mamuśka coś tam zagada i dawaj przełącza na Netflixa, bo tam reklam nie ma. Ale, ale….dziecko nie jest głupie. Pokochało Pidżamersów i Psi Patrol i niestety! Pal licho jak jest nadruk na jogurciku, można się ugiąć… gorzej jak wyczają odzież albo niedajboże maskotkę, no to już się koszty zaczynają. Pokazałaś matko świat cyfrowy? To teraz płać. Kupuj! Kombinuj.

Ja oczywiście z tych kombinujących, inspirujących się i niepałających miłością do taśmowych produkcji...i wiecznie poirytowana piskliwym głosikiem Georga ze Świnki Peppy, który nie mówi nic innego niż „Dinosar”, postanowiłam, że kolejnym tworem naszej handmade pracowni, będzie Przytulanka Dinozaur. Przytulanka dla chłopca, ale dziewczynki też mogą ją polubić. Będzie to duży dinozaur, który może robić za maskotkę albo po prostu element dziecięcego pokoju. Chłopaki bardzo lubią dinozaury, moi synowie zbierają figurki, lubią oglądać o nich filmy i książki, a po wycieczce do Parku Dinozaurów nie mogli dojść do siebie. Strasznie przeżywali :)

Przytulanka dinozaur to spełnienie marzeń dla tych, którzy mają na ich punkcie bzika. Ma prześliczne kolory, a materiał, z którego jest zrobiony jest przeprzyjemny. Sprawdźcie sami :)

https://www.timosimo.pl/przytulanka-na-szydeku-piesek-julek

Zamiast przystrajać się w piórka
Wśród wielu znanych zabawkowych marek
hitem stał się dinozaur Arek,
jest miękki, ładny i wyjątkowy,
nie znajdziesz go wśród półek sklepowych.
Zbratany jest z całą handmade rodziną,
szukaj go zatem na stronie TimoSimo.
Ten dinozaur to przytulanka dla chłopca każdego
i małego i większego.
Przytulanka dinozaur – tego jeszcze nie było!
Duży dinozaur, by miejsca znowu trochę ubyło,
ale zajmie je ktoś wyjątkowy.
Arek – dinozaur jest czadowy.